Zacznijmy jednak od początku – gra osłabionym Grybowianom mocno się nie kleiła, poza jednym strzałem, kiedy piłkę z linii bramkowej wybił obrońca z Łososiny. W związku z tym Łosoś dość szybko objął prowadzenie za sprawą Znamirowskiego, który otworzył wynik w 12 minucie, a chwilę później podwyższył na 2:0. Gospodarze ciągle nacierali, a sytuację za sytuacją marnował Skirło – strzelał niecelnie albo znakomicie spisywał się Sus. Kolejna bramka jednak wisiała w powietrzu i wreszcie w 25 minucie miejscowy napastnik wepchnął piłkę do siatki. Pięć minut później Wrona podwyższył wynik i wiadome było, że Grybovia nie wywalczy tu już nawet punktu. Ostatnią bramkę przed przerwą strzelił głową Augustyn. Fakt, że zawodnik ten był najniższy na boisku pokazuje jak nieszczelna była obrona gości. W czasie pierwszej połowy z powodu kontuzji plac gry opuściło dwóch zawodników z Grybowa.
W tym akapicie powinienem zacząć opisywać drugą połowę, gdyby nie to, że po prostu się nie odbyła. Gracze Grybovii postanowili z powodu plagi kontuzji nie wychodzić na drugą połowę (byłoby ich na boisku sześciu), spakowali się i wrócili do domów. Zawiedli tym samym rywali, sędziów, ale przede wszystkim kibiców, a spotkanie zostanie zweryfikowane najprawdopodobniej jako walkower. Pozostaje już tylko zacytować tytuł artykułu „Ciszej nad tą trumną”.





