
Coraz bliżej premiery filmu dokumentalnego pod tytułem „Zapisane w splotach – historia bobowskiej koronki klockowej”. Kilkumiesięczny projekt okazał się wymagający na wielu poziomach: na etapie pisania scenariusza, doboru rozmówców, selekcji materiału czy wreszcie kręcenia części fabularnej. Bo jak ująć ponad stuletnią tradycję w zaledwie 45 minutach? Życie to sztuka wyborów, a widzowie będą mogli ocenić je już wkrótce. Poza opowieściami rozmówców twórcy postawili na symbolikę, ale to od was zależy, jak ostatecznie ją zinterpretujecie.
Film dokumentalny „Zapisane w splotach…” w reżyserii Jacka Kierońskiego porusza nie tylko najważniejsze wątki dotyczące bobowskiej koronki klockowej. Pokazuje różnorodność koronczarek i uczy, że nie ma jedynego – właściwego – podejścia do tego rękodzieła. Rozmówcami są osoby, które spotykacie na co dzień: praktycy i pasjonaci. Wiadomo już, że swoją perspektywą podzieliła się między innymi stuletnia Józefa Myśliwiec, mamy więc do czynienia również z legendą za życia. Pozostałych poznamy już wkrótce.
To stolica koronkowa
Chociaż film skupia się na ewolucji koronki klockowej i początkach Międzynarodowego Festiwalu Koronki Klockowej w Bobowej, nie pomija sentymentalnych opowiastek i odniesień do współczesnych wydarzeń. Bardzo ważną częścią jest pokazanie tkanki miejskiej: dawnej ulicy Cichej, najważniejszych zabytków, fontannę z zapracowaną koronczarką Zosią, a także ujęć z lotu ptaka. Bobowa zostaje ukazana również na archiwalnych zdjęciach i dzięki temu kontrastowi można zobaczyć, że w filmie rozwój nie dotyczy wyłącznie koronki klockowej.
Kadry wpisują się w szerszy obraz Małopolski jako miejsca klimatycznego, wręcz sielankowego i na pewno wartego odwiedzenia. Czy film sprawi, że spojrzymy na tę gminę innymi oczyma? Być może dostrzeżemy w niej znacznie większy potencjał, niż widzimy na co dzień. W końcu hasło „stolica koronki klockowej” brzmi dumnie i zobowiązuje.
Powrót do przeszłości
Priorytetem dla produkcji było ukazanie tradycyjnej bobowskiej koronki klockowej nie tylko na przebitkach podczas wywiadów i w odniesieniu do dzisiejszych czasów. Film „Zapisane w splotach…” oznacza powrót do przeszłości z wielu względów. Mamy retrospekcje gości zasiadających przed kamerą, stare zdjęcia i czasopisma, wieloletnie koronki… To jednak za mało. Aby wprowadzić w klimat, twórcy postanowili dodać sceny fabularne, które otwierają produkcję. Chociaż są one wytworem wyobraźni, bazują na zasłyszanych opowieściach o tym, „jak to kiedyś było”. Widzimy więc wyczerpującą pracę w polu, warunki panujące na wsi i wiarę, która dawała siłę. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim, na koniec dnia, stary bęben i powtarzany jak mantra schemat splotu – dla wielu kobiet jedyna uciecha.
Marność nad marnościami… Tylko koronka ponadczasowa
Podstawą scenariusza, którego autorką jest Justyna Śmiertka-Wilga, są dwa motywy. Z jednej strony mamy do czynienia z przemijaniem, a z drugiej… z wiecznością. Każdy etap tworzenia koronki klockowej to również kolejny etap w życiu głównej bohaterki. Zmienia się tylko ciało koronczarki, otoczenie i sama koronka pozostają takie same. Czy umysł także? Widzowie muszą sami odpowiedzieć na to pytanie. W tych scenach ogromną rolę odegrały (w symbolicznym znaczeniu, rzecz jasna) bobowskie koronczarki: Kinga Prokop, Zofia Tarasek i Zofia Król, które są odpowiedzialne za przygotowanie koronek. Dodatkowo Zofia Król czuwała na planie, aby główna bohaterka dobrze wykonywała sploty. Wprawione oko doświadczonej koronczarki było jak na wagę złota.
Sceny zostały nagrane w Skansenie Wsi Pogórzańskiej im. prof. Romana Reinfussa w Szymbarku, dzięki czemu produkcja mogła wiernie oddać klimat ówczesnych czasów i przy okazji pokazać piękno Ziemi Gorlickiej. Jeśli jeszcze tam nie byliście, polecamy zajrzeć. To jak powrót do przeszłości, po którym człowiek jeszcze bardziej docenia bieżącą wodę, prąd i nawet zimną posadzkę. Twórcy wykorzystali w filmie jeszcze jeden charakterystyczny element: lampę naftową z Miasta Światła. Mowa oczywiście o Gorlicach i pionierze przemysłu naftowego, Ignacym Łukasiewiczu.
Film wymagał nakładu pracy wielu osób
Do pracy nad dokumentem reżyser Jacek Kieroński oraz autor zdjęć Mateusz Książkiewicz zaprosili grono osób, dla których film i postprodukcja są czymś więcej niż tylko pracą. Wśród nich znaleźli się operatorzy kamer, gafferzy, asystenci, a także osoby zajmujące się obsługą planu filmowego. Kompleksową postprodukcję obrazu i dźwięku powierzono firmie The Vinci, dzięki czemu wrażenie akustyczne i obrazowe wejdą na lepszy poziom.
Na zaawansowaną jakość produkcji bez wątpienia wpłynęło zaplecze sprzętowe, które w pełni pozwoliło na realizację wizji zarówno reżysera, jak i scenarzysty. Zapewniła je firma Grupa ksiazkiewicz.pl, prowadząca m.in. studio filmowe ONE Films.
Z ciekawostek warto dodać, że operatorzy korzystali z anamorficznych szkieł serii Arcana ze stajni DZOFILM. Ich kinowy obrazek w połączeniu z lekką wagą umożliwił płynną jazdę z użyciem gimbala.
Film dokumentalny „Zapisane w splotach – historia bobowskiej koronki klockowej” powstał w ramach programu „Filmoteka Małopolska” realizowanego przez Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ w Nowym Sączu i finansowanego z budżetu Województwa Małopolskiego. Współproducentem jest Centrum Kultury i Promocji Gminy Bobowa.
– Od dawna Województwo Małopolskie wspiera samorządy, instytucje i mieszkańców na wielu płaszczyznach, a kultura jest jedną z nich. Projekty takie jak Filmoteka Małopolska pozwalają promować Małopolskę jako miejsce z bogatą historią, odkrywać nieodkryte i utrwalić dziedzictwo regionu. Bez dwóch zdań Bobowa ma się czym chwalić. Niezmiernie się cieszę, że wśród dofinansowanych produkcji znalazł się film o bobowskiej koronce klockowej. W przypadku tego rękodzieła pasuje powiedzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie”, bo wciąż za mało osób wie o tym, jak misterne dzieła powstają w domach i pracowniach tutejszych koronczarek. Sama w swoich strojach przemycam elementy bobowskiej koronki i z dumą noszę je na wszelkich wydarzeniach. Mam nadzieję, że film odbije się szerokim echem i będzie coraz głośniej o koronce klockowej – przyznaje Jadwiga Wójtowicz, wiceprzewodnicząca Sejmiku Województwa Małopolskiego.
Jak widać, dokument jest wyczekiwany nie tylko wśród lokalnej społeczności. A patronat nad filmem objęli: starosta gorlicki – Mirosław Waląg i burmistrz Bobowej – Marcin Wąs.













































































































