
Po niemal dwóch latach pracy w Kolejarzu Stróże (od stycznia 2024) z klubem żegna się dotychczasowy szkoleniowiec pierwszej drużyny, Egipcjanin Walid Kandel.
Taką informację klub ze Stróż przekazał na swoim profilu w mediach społecznościowych we wtorek 18 listopada.
„Informujemy, że po dwóch latach dobiegł końca okres pracy trenera Walida Kandela w naszym Klubie (…)”.
Kolejarz po rozegraniu piętnastu kolejek tego sezonu w 5. lidze małopolskiej wschodniej plasuje się na 9. miejscu w tabeli (5 wygranych, 4 remisy, 6 porażek). W ostatnim meczu rundy jesiennej stróżanie rozbili na własnym stadionie Szreniawę Nowy Wiśnicz 3:0. W ub. Kampanii Kolejarz finiszował na piątej pozycji w lidze.
Także dziś porozmawialiśmy z byłym już opiekunem Kolejarza, oto co powiedział nam trener Walid Kandel.
Czy było zaskoczenie po decyzji klubu, prezesa o pożegnaniu?
Zgadzam się całkowicie z tą decyzją. Znamy się bardzo dobrze z „Miro” (prezes Mirosław Matusik – przyp. Red.), ufam mu. Ja chciałem zrezygnować już po meczu z Termaliką II (1:2 u siebie, 7 września), bo jak widzę, że coś nad czym pracowałem nie idzie, to chciałem dać impuls drużynie, coś zmienić. „Miro” się wtedy nie zgodził, chwalił mnie za pracę na rzecz zespołu.
Nie da się ukryć, jest to zupełnie normalne, że myślami jest Pan często w innym miejscu…
Nie mam nic do ukrycia. Na pewno względy rodzinne miały wpływ na pewne kwestie. Jestem często w szpitalu u żony i synka, który jest w ciężkim stanie…
Modlimy się, by wszystko zakończyło się jak najlepiej.
Dziękuję, czujemy wsparcie i wierzymy, że tak właśnie się stanie.
Słowo do kibiców, piłkarzy?
Życzę Kolejarzowi jak najlepiej, niech walczy o awans w przyszłym sezonie i gorąco wierzę w to, że to może się udać, bo ta drużyna jest mocna.
Bardzo dziękuję prezesowi, zawodnikom, z którymi pracowałem. I oczywiście kibicom, przepraszam ich za to, że pewne rzeczy nam się nie udały. Chciałbym by wiedzieli, że zrobiłem wszystko, co było w mojej możliwości, by zespół grał jak najlepiej… Mieliśmy walczyć o awans, ale to się nie udało.
Spory wpływ na naszą grę miały zmiany składu. Najpierw stawialiśmy na młodych, ale oni poszli za pracą, wyjechali za granicę. Później zbudowaliśmy nowy zespół, była to podobna sytuacja i znów jest ta nowa drużyna…
Liga jest bardzo wymagająca, mocniejsza niż rok temu. W przyszłym sezonie przez różne względy może być już łatwiej awansować, tak to widzę.
W Stróżach spędził trener dwa lata.
To fajny czas. Drugi sezon mieliśmy walczyć o awans, ale zaczęliśmy go bardzo źle. Powiem wprost, że to najgorszy sezon w moim trenerskim życiu. Mimo że jest to bardzo dobra drużyna, ale na pewno potrzebuje ona czasu, by pewne kwestie zaczęły lepiej funkcjonować. Brakowało nam skuteczności, tworzymy dużo sytuacji z gry, co widać na boisku, ale nie ma konkretów. Obronę też mamy mocną, ale w ataku idzie nam bardzo słabo. Zabrakło nam zawodników, którzy mogliby strzelać gole. Grzegorz Krok to nasz jedyny napastnik, wiele razy pomagał nam na boisku, ale przez pracę za granicą, nie miał tego czucia piłki, zabrakło treningów z drużyną, a to nie to samo.
Plany na zawodową przyszłość?
Zobaczymy kto zadzwoni, na spokojnie. Ja na pewno jestem do dyspozycji.








